Tylko właściwie robię to już setny raz i ciągle mam mnóstwo niepotrzebnych śmieci.
Po całym dniu niewyobrażalnego harmidru w moim małym świecie, odetchnęłam z ulgą i mogę na chwile zamknąć oczy, ale nie na długo, bo zasnę od razu!
Dzisiaj jadąc naszym świetnym, miejskim, czerwonym autobusem, wsłuchując się w to kołatanie kół i wszystkich części spojnych, wyobrażając sobie rozpadający się pojazd na części...myślałam. Tak, myślałam o tym, jak wygląda to w czym aktualnie tkwię, czyli potocznie zwanym życiu. Oprócz w koło kłębiących się myśli w głowie, cudnych epitetów przychodzących mi bez wiekszego trudu na codzien i dziwnych wyobrażeń na temat mojej przyszłości, nic, kompletnie NIC się u mnie nie dzieje. Nic konkretnego, wartego uwagi. Jest tyle możliwości, ale nie chce mi się nawet ruszyć małym palcem, nie mówiąc już o wyjsciu bezpośrednim do ludzi. Mam już chyba 4 taki zastój w ciągu bieżącego roku, więc mogę być już skłonna do martwienia się tą kwestią.
Mógłby ktoś przyjść złapać za rękę, bo szczególnie opornie nie będę się bronić, i zabrać mnie gdzieś, w jakiekolwiek miejsce, tylko żeby przepełnione było radością, energią i pozytywnym czymś co pozwoli mi jakoś powrócić na ziemie.
Od wczoraj w głowie rozbrzmiewa mi ten utwór, soundtrack do prze-mega filmu - chumscrubber.
widzialam ten film wczoraj po Twoim wrzucie i jestem pod wrazeniem. masz dobry gust, czy zaproponujesz cos jeszcze?
OdpowiedzUsuńpowodzenia :)
OdpowiedzUsuń