niedziela, 7 sierpnia 2011

I ♥ Amsterdam

Spędziłam w Amstku dwie godziny w tym przez ponad godzinę szukaliśmy auta, więc mogłam tylko zobaczyć ćwierć z tego co ma dla wszystkich turystów przygotowane. Ale wystarczyły ułamki sekund, żebym mogła wtopić się całkowicie w to miejsce i zakochać namiętnie. Ludzie, klimat, ten bieg i moc, która daje się we znaki przy każdym spojrzeniu w niebo. Uwielbiam duże miasta, a szczególnie ich gwar i dźwięk przyspieszonego tętna, w którego rytmie maszeruję pośród cegiełkowych domów. Uwielbiam kolory, które mienią się niczym pawie pióra, a to po prostu różnorodność kultur, mody. Odstajemy bardzo za zachodem i to boli, bo przecież mamy zadatki na bycie kimś lepszym, ale chyba przygniata nas codzienność i ta niemoc gdy widzimy coś nowego nie do końca osiągalnego. 

Jestem w Holandii co rok i za każdym razem fascynuje mnie na nowo. Za każdym razem jednak w  inny sposób, ten, tegoroczny wyjazd, jest chyba najpozytywniejszy, może przez fakt, że i  ja patrze zupełnie inaczej, przez czerwone okulary:)
Wszystko tutaj wydaje się takie proste, tak pozytywne i idealne. Jakby spojrzeć na to przez pryzmat naszej polaczkowości odstajemy i nie mamy w czym się spierać. Wiele osób może się oburzyć, bo przecież gonimy Europę jak się tylko da, łapiemy każdą okazje, aby zaistnieć na arenie międzynarodowej, tylko wszyscy stoją z boku i przypatrują się temu wyścigowi szczurów. Nie możemy nadążyć z  nowościami i wiecznie pojawiają się przeszkody na drodze do wspaniałego życia.  Chciałabym nauczyć się zachodniego podejścia do życia, nie chcę wiecznie martwić się o pieniądze, o pracę i o lepszy byt dla swojej rodziny. To jest nieważne na tle tego co jest tak odległe lecz namacalne. Pragnę naprawdę nauczyć się radości z życia i poczuć w sobie moc, która jakoś pomoże mi przebrnąć przez materialny świat. 

Koniec już, odbiegłam od kochanego miasta i tyle. (tylko kilka zdjęć z biegu , niedługo noc w Amstku, więc myślę, że wpadną fajne strzały)

I ♥ AMSTERDAM












sobota, 6 sierpnia 2011

Motywacja

Długo byłam odcięta od internetu i to nie z powodów technicznych, a czysto odpoczynkowych.
Relax i mega wytężone marzenia na temat przyszłości. Zawsze zaczynam pisać, jednak nigdy nie kończę,
ale w tym przypadku będę to kontynuowała choćby ze względu na kierunek studiów i formę ćwiczeń przed wymarzonym zawodem. Nie jestem rozreklamowaną osoba, ani szczególnie lansującą się pośród zakodowanych ludzi w IP, ale wiadomo, że każda forma krytyki jest zawsze mile widziana i może albo całkowicie podciąć skrzydła, albo jedynie spłynąć bez większego wyciągnięcia wniosków. Chciałabym się uczyć, doskonalić, ale mimo wszystko zachować swoje indywiduum. Póki co czytam, wczytuję się, oglądam, rozmyślam i nie wiem czy jestem inna od pozostałych osób w sieci. Tak naprawdę chyba większość piszących osób posiada podobną wrażliwość na piękno nas otaczające i wnioski nasuwają się podobne, ale spróbuję, może będę potrafiła choć o milimetr unieść sie z realnej powierzchni i wsiąknąć w swój indywidualny, wirtualny świat.

Wakacyjnie, marzę o morzu z wodą :D






czwartek, 16 czerwca 2011

Unitet Colors of Benetton


Mam mega-wielki sentyment do tej firmy, chociaż nigdy nie zasmakowałam w pełni jej owocu.
A konkretniej, wspomnienia jakie wiąże z Benettonem są bardzo pozytywne, bo to chyba jedyny sklep, w którym mogłam spełniać się jako stylistka i namolna sprzedawczyni :)
Tak... trochę czasu tam spędziłam, nabijając kilometry tupotem w miejscu, układaniem wieszaków milion razy dziennie(właściwie wieszaki były moją zmorą przez pierwszy miesiąc - nękały mnie koszmary z nimi  w roli głównej), ale dzięki pracy tam nauczyłam się PORZĄDNIE składać ubrania, doceniać sprzedawców, którzy mimo dobrych chęci muszą chodzić za tym klientem i wpychać mu full rzeczy na siłe.
Teraz wchodząc do sklepu patrzę na to z zupełnie innej strony.

Odbiegłam od tematu. Benetton jest dziś numerem 1 na tym blogu. 
Jakość - bardzo dobra, nie mogę powiedzieć, że świetna bo każdy ma swoje wady. 
Ceny  - zróżnicowane, ale jest to sklep drogi patrząc okiem przeciętnej studentki, oczywiście w okresie wyprzedaży można zaszaleć. 
Przede wszystkim kolory, których niestety we Wrocławskich sklepach mało... katalogi zawsze mnie zachwycały, kampanie reklamowe tak nietuzinkowe, że mogłam stać przed ladą godzinami i wpatrywać się w każdy szczegół na twarzy modelki. Firma stara się być autentyczna i jak dla mnie świetnie daje rade. Modele i  modelki to najczęściej ochotnicy, którzy dostają się w kastingach, sposób fotografowania jest tak samo przyjemny jak efekt końcowy, dużo luzu, tańca, wolności i kolorów.
Reklama tutaj spełnia swoje zadanie w 100%. Jeśli nawet nie odpowiada styl, polecam spojrzenie na tą firmę pod względem artystycznym, fotograficznym. Na mnie działa pozytywnie i zawsze po obejrzeniu backstage'ów w głowie kłębi mi się mnóstwo pomysłów.
Co polecam szczególnie z asortymentu Benettona:
- koszule (wszelakie, wiązane,body, zapinane, rozpinane, w kratkę, w paski) Benetton słynie z koszul o dobrej jakości i wyróżniającymi się fasonami, warto kupić choć jedną, a inwestycja na pewno się zwróci.
- tshirty - które są zróżnicowane, od młodzieżowych po odpowiednie dla dojrzałej kobiety. Najciekawsze wg mnie są standardowe z nadrukiem Benetton (napis występuje w różnej formie) dostępne są we wszystkich kolorach
- dżinsy - mimo wysokiej ceny jakością dorównują Lee czy Wranglerowi, różne fasony.
- spódnice ołówkowe - rzecz, którą powinna posiadać każda kobieta, tam są idealnie dopasowane, w wyjatkowych krojach i kolorach, warto zwrócić uwagę
- płaszcze
- tuniki

Chciałam wybrać najlepsze zdjęcia do zaprezentowania, ale uwielbiam wiele kolekcji i sesji, więc zaprezentuję mieszankę wybuchową.


















środa, 15 czerwca 2011

Haemowo

Wczoraj pół dnia spędziłam w H&Mie, latałam jak oszalała, bo w końcu czas wyprzedaży się już rozpoczął, a z doświadczenia wiem, że warto się wybrać w pierwszy dzień żeby wyhaczyć coś ciekawego. Oczywiście moje zakupy nie mieściły się w randze must have, ale która z kobiet uwielbiająca nade wszystko ciuchy, zastanawia się podczas szału szoppingowego co jest przydatne, a co nie. No właśnie, i tak przemykałam pomiędzy wieszakami, przewracałam ubrania do góry nogami i w końcu straciłam zupełnie rachubę czasu, jakby tego było mało kolejne pół dnia spędziłam w TK MAXie, to chyba kolejny sklep, w którym można się zupełnie zatracić.
Podsumowując, moimi ostatnimi zajęciami jest latanie po galeriach co raczej nie jest zbyt chlubne, ale każdy lubi, czasem musi i nie walczę z  tym uparcie ;)

Tak już odliczając czas do wyjazdu, zostało ok 3 tygodni i jestem mega radosna, chociaż jeszcze nie mam przedwyjazdowej Reise-Fieber ;) Póki co zaopatruję się w "niezbędne" rzeczy i staram się cieszyć ostatnimi dniami we Wrocławiu.




H&M


H&M


H&M


TK MAXX
strój - ROXY
spodenki - BILLABONG



                                                                        



czwartek, 9 czerwca 2011

szałpał.

hoł hoł - rozkręcamy się powoli
Właściwie czas na jakieś konkretniejsze wnioski, ale nad czym tu się zastanawiać.
Póki co obserwuje niektóre postacie i coraz bardziej zauważam zależność międzyludzką,
którą każdy z nas w pewien sposób tworzy. Żeby nie było zbyt zawile, bo tak lubię, to
mam na myśli zależność między silniejsza i tą słabsza psychiką ludzką.
W jak łatwy sposób można komuś coś weprzeć, jak bez problemu narzucić jej, nawet nieświadomie,
tok myślenia, poglądy i refleksje.
Tak już jesteśmy skonstruowani, odzywa się w Nas zwierzęcy instynkt przetrwania i zjadamy tych,
którzy są w naszym łańcuchu pokarmowym.
Chrońmy naszą indywidualność, stąpajmy pewnie po ziemi i skończmy z tą paranoiczną modą bycia kimś innym,bo niedługo wszyscy skończą jako identycznie nudni i bezpłciowi ludzie.

To na tyle z moich dzisiejszych przemyśleń, jestem niewyspana, więc jakoś logiczniej nie potrafiłam tego przekazać, jak już wspomniałam dopiero się rozkręcam i zaczynam jakoś jednać się ze społeczeństwem,
wciąż zachowując swoje indywiduum, ofkors ;)

Zarzucę jakimiś zdjęciami, coby nie zanudzać na moim blogu i jakoś zachowywać emocje i te pozytywne chwile z życia, bo co jak co, ale fotografie są najidealniejszą formą pamiętania.
Zdjęcia z wczoraj wybraliśmy się z Panem P. na seans filmowy ;)








sobota, 4 czerwca 2011

ci.sza

Jej, dawno mnie nie było, a miałam pisać, pisać! 
Co się działo? - dobre pytanie
Właściwie to nic, nic szczególnego o czym warto wspomnieć.
trochę zawirowań, ale to standard, jakoś nie mogę się do końca wygrzebać
po ostatnich zaniedbaniach życia towarzyskiego.
Ale wczoraj w głowie miałam tyyyle pomysłów, więc to chyba znak,
że wracam na właściwą ścieżkę, a przynajmniej bardzo chcę!!!

Nie wziełam aparatu  na teraźniejszy pobyt  w domu, a bardzo żałuje.
Po małym remoncie pokoju i wszystkim z tym związanym miałam się wziąć za foto,
ale tak właśnie tego nie zrobiłam.
Zauważyłam, że im bardziej coś planuje, chce tego i wogole w głowie mi sie przewraca,
to tym gorzej mi to jakoś wcielić w życie.
dobra. Koniec tego 50letniego biadolenia, potężny kop w tyłek i do przodu!!!!


sobota, 30 kwietnia 2011

wrocLOVE

Dzisiejszy dzień wyssał ze mnie zupełnie cała energie,
cieszę się pogodą i Wrocławiem, nawet nie wiedziałam, że tak mogłam się stęsknić przez miesiąc ;)
bardzo pozytywnie, kreatywnie i męcząco.
Szybko kończę, bo nie widzę co piszę.
Jutro święto pracy, a więc nie pracujmy ;)!!!

***na zdjęciach gościnnie Piter i Seba
















jakość padła :/

środa, 27 kwietnia 2011

porządek

Zaczęłam układać wszystko jak należy, czyli od A do Zet! 
Tylko właściwie robię to już setny raz i ciągle mam mnóstwo niepotrzebnych śmieci.
Po całym dniu niewyobrażalnego harmidru w moim małym świecie, odetchnęłam z ulgą i mogę na chwile zamknąć oczy, ale nie na długo, bo zasnę od razu!

Dzisiaj jadąc naszym świetnym, miejskim, czerwonym autobusem, wsłuchując się w to kołatanie kół i wszystkich części spojnych, wyobrażając sobie rozpadający się pojazd na części...myślałam. Tak, myślałam o tym, jak wygląda to w czym aktualnie tkwię, czyli potocznie zwanym życiu. Oprócz w koło kłębiących się myśli w głowie, cudnych epitetów przychodzących mi bez wiekszego trudu na codzien i dziwnych wyobrażeń na temat mojej przyszłości, nic, kompletnie NIC się u mnie nie dzieje. Nic konkretnego, wartego uwagi. Jest tyle możliwości, ale nie chce mi się nawet ruszyć małym palcem, nie mówiąc już o wyjsciu bezpośrednim do ludzi. Mam już chyba 4 taki zastój w ciągu bieżącego roku, więc mogę być już skłonna do martwienia się tą kwestią.

Mógłby ktoś przyjść złapać za rękę, bo szczególnie opornie nie będę się bronić, i zabrać mnie gdzieś, w jakiekolwiek miejsce, tylko żeby przepełnione było radością, energią i pozytywnym czymś co pozwoli mi jakoś powrócić na ziemie.

Od wczoraj w głowie rozbrzmiewa mi ten utwór, soundtrack do prze-mega filmu - chumscrubber.


wtorek, 26 kwietnia 2011

photos

Szalony wypad na zdjęcia, szybko zastała nas ciemność, baterie padały, wiec dużo nie udało się napstrykać, ale coś jest. Trochę walki z photoshopem, ale muszę już przystopować, bo oczy wysiadają. Mam jeszcze trochę wizji w głowie, ale aktualnie nie wiem, jak pogodzić to wszystko razem, walczę :)

*zauważyłam, że nic nie znaczące rozmowy, anegdotki życiowe strasznie zapadają mi w pamięć i mimo woli analizuje je z zadziwiającą dokładnością, chyba mam źle zaprogramowany bios!*


modelka : Vicktoria