poniedziałek, 25 kwietnia 2011

czasouciekacz

Piszę tego posta już 3raz i nadal nie mogę zebrać myśli... Chyba dzisiaj szczególnie nie mam nic do przekazania, żadnych mądrych spostrzeżeń, czy też przemyśleń. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie,
wszystko zbyt szybko przemija, a nowe przychodzi w zatrważającym tempie. Chyba tego potrzebuje w tej chwili, a szczególnie chwili dla siebie, jednej, małej,w  której mogłabym odetchnąć.

Znowu zaczęłam pstrykać, nawet udało się coś wymyślić z Viki, ale i tak nie spowodowało to jakiegoś wyjątkowego spełnienia, wręcz przeciwnie, niedosyt i pustkę? Czas naprawić obiektywy i zabrać się do pracy ostro! ostro! i poczuć wiatr we włosach i pędzić przed siebie i realizować marzenia.

Właśnie to ostatnie wydarzenia skłoniły mnie do przemyśleń, pewnie nie tylko mnie. Tracąc w jakiś sposób bliską osobę zaczynamy zadawać pytania, chcemy wiedzieć dużo, za dużo ... Każdy człowiek pojawiając się w naszym życiu odciska jakieś piętno na tym co się wydarzy, kształtuję naszą psychikę, kierunkuje życie. Przyczynia się do ukształtowania naszej osobowości, taki udział w moim życia miał też i ON... zawsze w jakiś sytuacjach się przewijał i dawał o sobie znać, kiedyś był ważny później w hierarchii spadł gdzieś poniżej 10, ale dlaczego musiał zniknąć tak nagle? Nie wiem, czy jestem na siłach dziś o tym pisać, dlatego zakończę, Odpalam photoshopa zeby pobawic sie zdjęciami ze spotkania z Victorią i zarzucam muzykę na uszy. Good night.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz